Dziś prezentujemy kolejny wywiad w ramach projektu „Świdnica wielu kultur”.
- W jakich okolicznościach znalazłeś się w Świdnicy?
Adrian: Pracowałem osiem lat dla Electroluxa w Szwajcarii i właśnie skończyłem moje studia. Electrolux budował trzy nowe fabryki w Polsce i przez to poszukiwano wielu ludzi, którzy otworzą fabryki i przeniosą wiedzę, procesy, itd.
- Czy możesz porównać warunki pracy w Szwajcarii i Polsce?
Adrian: Warunki pracy są bardzo różne. Na przykład duże różnice widać w organizacji systemu emerytalnego. W Polsce wszystko jest ustalone przez rząd, a pieniądze są przenoszone z jednej kasy do drugiej. My mamy 3 filary: jeden jest odpowiednikiem ZUS-u, na który każdy wpłaca, drugi filar to firmy, które albo mają własne fundusze, albo inwestują, ale te pieniądze są w ogóle osobne. Jeśli w Szwajcarii przejdziesz na emeryturę, dużą część pieniędzy dostaniesz właśnie z tego funduszu. Trzeci filar to są twoje własne oszczędności. Ale w porównaniu tych dwóch systemów: polskiego i szwajcarskiego, różnica jest bardzo duża.
- A jaka jest w Polsce atmosfera w pracy?
Adrian: Polacy lubią być ważni i pokazać, że mają wyższe stanowisko. Bardzo dobrze było to widoczne w fabryce, ale też prywatnie. U nas nie ma tak mocno zaznaczonej hierarchii – nie jest istotne, czy pracujesz w fabryce czy w biurze. Nie jest to tylko moje subiektywne odczucie, ale ten podział w Polsce widać również w wynagrodzeniu. Gdy na przykład w Szwajcarii są święta, spotykamy się wszyscy bez względu na zajmowane stanowisko, jest wspólna impreza. Tutaj dyrektor zaprasza zarząd i to tyle. W Szwajcarii możesz swobodnie krytykować pomysły innych, (nie mówię tu o krytyce personalnej). Gdy w Polsce próbowałem rozmawiać w ten sposób, moi polscy współpracownicy odbierali to bardzo osobiście i po prostu obrażali się i nie chcieli ze mną rozmawiać.
- To, czym zajmowałeś się w Electroluxie, jest bardzo skomplikowane? Czy możesz choć trochę opowiedzieć o swoich obowiązkach?
Adrian: Zajmuję się finansami, a to wymaga precyzji i organizacji. W mojej profesji wszystko musi być wykonane bardzo dokładnie. Generalnie jestem bardzo zorganizowany w życiu. Moja dziewczyna nie wie, gdzie są jej rzeczy, a ja zawsze wiem, gdzie mam swoje.
- Skoro jesteś bardzo dobrze zorganizowanym Szwajcarem, powiedz mi, czy w Szwajcarii mówicie o jakimś narodzie, że jest tak zorganizowany i tak precyzyjny jak wy?
Adrian: Powiedziałbym: Japonia - Japończycy często działają razem i są bardzo dobrze zorganizowani jako grupa.
- A Niemcy?
Adrian: My mamy duże problemy z Niemcami. Czytałem kiedyś, że jesteśmy tak bardzo podobni do Niemców, że nam przeszkadza to, jacy oni są. Myślę, że to prawda. Ale jak na przykład porównujemy siebie z Włochami, to oni są o wiele mniej zorganizowani niż my. Polacy w organizacji i precyzji są pomiędzy Włochami a Niemcami. Może nie tak zorganizowani jak Niemcy, ale kombinują tak, jak Włosi.
- Twoje pierwsze wrażenie po przyjeździe do miasta?
Adrian: Hmm, to było trochę dziwne. W marcu 2006 roku było bardzo zimno, a ja przyjechałem bezpośrednio na plac budowy na Zawiszowie. Patrzyłem w kierunku miasta i widziałem te bloki z daleka i trochę to wszystko wydało mi się jak w Rosji. Chociaż nigdy nie byłem w Rosji, ale takie miałem wrażenie, patrząc na te bloki.
- A Twoje drugie wrażenie, gdy już trochę poznałeś miasto?
Adrian: Mieszkałem na Westerplatte z dwoma kolegami i zawsze miałem trudność, żeby nie zgubić się w drodze z domu do pracy. Wydawało mi się, że wszystko jest chaotyczne, bo ja lubię miasta, które są zorganizowane. Do dzisiaj nie umiem jeździć na skróty po Świdnicy.
- Jak się nazywa miasto, z którego pochodzisz?
Adrian: Glarus, ale urodziłem się w Riedern. W Szwajcarii mamy podział na kantony i kanton również nazywa się Glarus. W całym kantonie jest 40000 mieszkańców, więc jest mniej mieszkańców niż w Świdnicy. W Glarus mieszka 6000 osób. Całe miasto kiedyś spłonęło, a potem wszystko zostało odbudowane według precyzyjnego planu. Ulice przecinają się pod kątem prostym, jest też centrum z ratuszem i sądem. Te skomplikowane ulice w Świdnicy nie są przeszkodą, ale na początku było trudno się w nich zorientować.
- Gdybyś miał zareklamować Glarus, jak byś mnie zachęcił do przyjazdu?
Adrian: Może architektura nie jest imponująca, ale mamy dużo natury i góry dookoła.
- Z czym Polacy kojarzą Szwajcarię i czy słusznie?
Adrian: Banki, góry, czekolada, że jest strasznie drogo, z kredytami we frankach i mówią, że malujemy trawę na zielono. Większość to chyba prawda, poza tą malowaną na zielono trawą.
- Czy polecasz kredyt we frankach?
Adrian: To jest bardziej techniczne pytanie, bo są takie instrumenty, że można od razu kupić ubezpieczenie tego kredytu i wtedy może bym polecał. Ale jeśli masz kredyt na wiele lat, to jest dosyć ryzykowne. Frank, gdy jest tylko jakiś kryzys, od razu drożeje. To zawsze jest tak, zawsze było i zawsze będzie. Wszyscy sąsiedzi mają do mnie pretensje i pytają, kiedy frank przestanie drożeć?
- O co chodzi z tą trawą malowaną na zielono?
Adrian: Po prostu Szwajcaria jest dosyć mała, a dodatkowo 60% powierzchni zajmują góry. To znaczy, że ten teren trzeba precyzyjnie wykorzystać. Ta trawa dotyczy aspektu estetycznego, dbania o swój kraj.
- Kusi mnie, żeby zapytać eksperta: jeśli czekolada, to jaka?
Adrian: Bardzo dobra jest czekolada z mojego regionu: Confiseur Läderach. Ta czekolada jest bardzo świeża i ma doskonały smak. Jest bardzo droga, ale niesamowita. Ludzie myślą, że ta fioletowa krowa Milka jest ze Szwajcarii, ale to jest Niemka. Milka to niemiecka czekolada.
- Czego brakowało Ci w Świdnicy, a co przeniósłbyś do miejsca, w którym mieszkałeś?
Adrian: Na pewno brakowało mi gór i jezior, ale też równości między ludźmi. Zachody słońca są super w Świdnicy, bo jest tak płasko i przez to zachody słońca wyglądają zupełnie inaczej niż w mojej miejscowości. Poza tym lubię polskie jedzenie i latem atmosferę na targu.
- Jakie polskie potrawy lubisz?
Adrian: Z zup: barszcz, żurek, pomidorówkę. Schabowe, gołąbki, pierogi, zraziki.
- Czy umiesz przyrządzić jakąś polską potrawę?
Adrian: Potrafiłbym. Może nie tak dobrze jak mama mojej dziewczyny, ale umiałbym przygotować.
- Najbardziej szwajcarskie miejsce w Świdnicy?
Adrian: Na pewno nie Tesco... nic takiego nie przechodzi mi do głowy. Polska to Polska, a Szwajcaria to Szwajcaria.
- Co łączy, a co dzieli Szwajcarów i Polaków?
Adrian: Łączy nas chyba to, że nie lubimy za bardzo Niemców. Polacy trochę mało dbają o okolicę w której mieszkają, dużo wyrzucają, remontują mieszkania, ale nie dbają za bardzo o to, co na zewnątrz.
- Czy uczysz się polskiego i jak Ci idzie nauka?
Adrian: Uczyłem się i myślę, że tak źle mi nie wyszło. Chociaż chodziłem na piłkę nożną i tam czasami używane jest tylko jedno słowo, wtedy jest mi trudno wszystko załapać.
- Czy są takie polskie słowa, które sprawiają Ci trudność?
Adrian: Było trudno, szczególnie wasze: sz, ś, cz, ć. Wszystkie głoski brzmiały tak samo. Teraz już się przyzwyczaiłem. Polski kojarzył mi się też trochę z francuskim, którego uczyłem się w szkole w Szwajcarii, bo macie podobne ą i ę. Jak już odróżniam te wszystkie głoski, to fajnie jest powiedzieć na przykład: „oczywiście”. Śmieszne są też idiomy, np.: „rzucę okiem”.
- Czy możesz porównać Świdnicę z innymi miastami w Polsce, które widziałeś?
Adrian: Duże miasta jak Wrocław, Kraków, Lublin i Warszawa mają na pewno więcej atrakcji niż Świdnica, ale to chyba nie najważniejsze. W mniejszych miastach jest raczej ciszej i jeżeli mają dobre połączenie komunikacyjne z większymi miastami, to wystarcza. W porównaniu z miastami o podobnej wielkości, Świdnica jest bardziej atrakcyjna. Myślę, że jest tak przez stare budynki i historię (ale potencjał niestety, nie jest używany). Np. czuję w Świdnicy bardziej, że jest jednolita, wszystkie części pasują do siebie. W Wałbrzychu albo w niektórych miastach na Śląsku czegoś takiego nie czuję. Ciekawym miastem (trochę większym), które widziałem w tym roku, jest Bielsko-Biała. Też ma duży potencjał przez stare budynki, ale tam chyba jest on bardziej wykorzystywany niż w Świdnicy.
- Czy masz jakiś pomysł, który spowodowałby większe wykorzystanie potencjału miasta?
Adrian: Przebudowałbym inaczej Plac Świętej Małgorzaty. Zrobiłbym po prostu duży zielony skwer lub park z kawiarniami, a cały ruch puściłbym nie przez miasto, ale poza miastem. Dodam jeszcze coś do tematu architektury: zauważyłem, że jak jesteś w Rynku, to wszystko z przodu jest pomalowane i odnowione, ale jak wejdzie się tylko jedna ulicę w głąb, to budynki wyglądają dużo gorzej. Stan dróg też nie jest najlepszy. Trzeba by też zwiększyć ten obszar miasta, który odwiedzają turyści.
- Wiem, że dużo podróżujesz. Gdzie na skali atrakcyjnych miejsc umieściłbyś Świdnicę i dlaczego?
Adrian: Świdnica trochę za mało oferuje do zwiedzania. Jest Rynek, Kościół Pokoju no i parę rzeczy blisko w regionie jak Krzyżowa, Osówka, Książ. Żeby żyć, mieć rodzinę, pracę, itd. jest całkiem fajnym miastem. Jest blisko Wrocławia i innych miast, niedaleko gór i jest też wiele natury dookoła Świdnicy.
- Czy masz swoje ulubione miejsca w Świdnicy?
Adrian: Lubię się przejść przez działki i parki, ale najbardziej podoba mi się jak się jedzie z Burkatowa do Świdnicy. Wtedy jesteś trochę wyżej i można zobaczyć miasto, fajny widok.
- Mówimy o gościnności Polaków - odczułeś coś takiego w Świdnicy?
Adrian: Tak, na pewno. Jak się widzi Polaków na ulicy, to generalnie wyglądają dla mnie trochę smutno, ale jak się zna osoby i się spotka u kogoś, to Polacy są bardzo gościnni, weseli i mili.
- A jacy są Szwajcarzy w tej kwestii?
Adrian: To zależy. Jeżeli Polacy mają gości, wszystko dla nich przygotowują i cały czas pytają, czy czegoś nie potrzeba. U nas jest na spokojnie, z dystansem. Mówi się wprost, a nie pyta, czy może jeszcze tego, a może tamtego. Pamiętam, jak zostałem tu na pierwsze Święta: w cztery dni zżarliśmy całe jedzenie. Ja już nie mogłem, źle się czułem. Wstajesz od stołu, idziesz spać i od rana znowu.
- Czy obcokrajowcy w Świdnicy utrzymują ze sobą kontakt?
Adrian: Nie. Podczas mojego pobytu w Świdnicy spotkałem kilku obcokrajowców, ale byli raczej trochę dziwni. Zawsze wolę się spotkać z Polakami niż z Włochami, Amerykanami.
- Jakie trzy rady dałbyś obcokrajowcowi, który przyjechał do Świdnicy i zamierza tu zamieszkać?
Adrian: Po pierwsze musisz bardzo uważać, jak rozmawiasz z ludźmi, bo za chwilę możesz nie mieć kolegów. Po drugie trzeba być bardzo elastycznym, bo to się wszędzie przydaje. No i na pewno znajomości są ważne.
- A jak zbudować znajomości?
Adrian: Znajdź sobie dziewczynę, a jej rodzice na pewno ci pomogą, poza tym też mają znajomych. Mi pomogli załatwić bardzo dużo rzeczy. Jakieś kontakty na pewno się przydają.
- Możesz opowiedzieć jakieś zabawne historie w czasie pobytu w Świdnicy?
Adrian: Było ich trochę i mógłbym chyba książkę napisać, ale jedną z najlepszych tutaj powiem. Przyjechałem do Polski 18 września 2006 roku. Nie znałem języka, nie znałem za dużo osób, no i tak sobie mieszkałem sam w mieszkaniu. Jednego dnia, chyba w grudniu 2006 roku przejechałem do domu, chciałem otworzyć drzwi, a tam była kartka i coś napisane po polsku. Przeczytałem karteczkę i zrozumiałem, że jakiś kolega będzie jutro o 17. Niestety, nie było podpisu i nie wiedziałem, od kogo to jest. Cały wieczór myślałem, który kolega to mógłby być. W następnym dniu, to była jakiś sobota rano, znowu czytałem tę kartkę, bo jakoś mnie to bardzo interesowało, kto chce mnie odwiedzić. Dla pewności sprawdziłem w słowniku to słowo, które wydawało się, że to kolega, który mi odwiedzi. Na kartce było napisane „Kolęda będzie jutro o 17”. Aha, i jeszcze, jak to kiedyś opowiadałem rodzicom mojej dziewczyny, to mówiłem, że ja nie wiedziałem, że kolęda odwiedza ludzi w domu, bo ja jestem Ewangelistą i tego u nas nie ma. Mama mojej dziewczyny zapytała mnie wtedy „Którym Ewangelistą jesteś”?
- Skoro jesteś Ewangelikiem, czy Kościół Pokoju był dla Ciebie ważnym miejscem w Świdnicy?
Adrian: Kościół Pokoju odwiedzam tylko, gdy ktoś do mnie przyjeżdża. Wiem, że mieliście pozwolenie od Szwedów, na wybudowanie tylko trzech takich kościołów bez gwoździ, bez dzwonnicy. Ciekawe są te dziury z kulami, które można zobaczyć. Za dużo nie wiem, o tej historii.
- Czy tęsknisz za Szwajcarią i czy mógłbyś zamieszkać na zawsze w Świdnicy?
Adrian: Czasami tęsknię za górami i za tym, że w Szwajcarii wszystko jest tak fajnie poukładane. Żeby na zawsze w Świdnicy mieszkać, to trochę dużo czasu. Na razie wolałbym jeszcze trochę podróżować i mieszkać w innych miejscach na świecie. Ale kto wie, jak się trochę zestarzeję i założę rodzinę….
- Ostatnie pytanie: jak dobrze jeździsz na nartach? Proszę o bardzo precyzyjną odpowiedź.
Do komentujących
Przypominamy, że komentarze, które nie dotyczą treści artykułów, obrażają innych uczestników forum, pomawiają bohaterów tekstów, są wulgarne, propagują treści rasistowskie, nawołują do łamania prawa oraz zawierają rażące błędy ortograficzne, nie będą akceptowane.
Regulamin forum czytaj tu.
07-01-2012 20:11 | ~swidnik |
IP: *.dialog.net.pl
To jest jakieś wirtualne zmyślone , z tego co czytam to w Świdnicy mieszka więcej obcokrajowców niż w Anglii i New Yorku. Ciekawe ile władze Świdnicy wydały kasy aby prasa pisała takie bajki.
07-01-2012 23:40 | ~ |
IP: *.adsl.tpnet.pl
Teks bez większego ładu i składu. Nic nie przekazuje. O jakich wielu kulturach tu mowa? Bo nie zauważyłem. Nuda
08-01-2012 10:39 | ~kika |
IP: *.swidnica.mm.pl
A ja myślę, że ma racje w kwestii wyglądu okolic naszego Rynku. Ja też jestem "element napływowy" i odbiór Świdnicy mam taki sam - jest generalnie mówiąc bałagan i brudno!
09-01-2012 10:56 | geromino |
ja również z wieloma punktami się zgadzam chociaż jestem tutejsza. Szczególnie śmieci fruwających dookoła. I zdecydowanie wolałabym plac św. Małgorzaty jako zielony plac kafejek a nie mega wielkie metalowo-granitowe skrzyżowanie
Jeśli nie posiadasz jeszcze swojego konta w portalu Świdniczka - zarejestruj się!