Poniedziałek, 23 listopada
Imieniny: Adeli, Klementyny
Czytających: 677
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Miasto widziane z katedralnej wieży

Wiadomości: Świdnica
Czwartek, 10 lutego 2011, 11:34
Aktualizacja: Piątek, 11 lutego 2011, 8:35
Autor: KO
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Kręte kamienne stopnie prowadzą nas wysoko ponad dachy świdnickich budynków. Stopnie są wyższe niż te, po których zwykliśmy chodzić, stopniowo stają się też węższe. Spirala przy szybkim wchodzeniu może doprowadzić do zawrotu głowy. Ale prawdziwy zawrót głowy następuje, gdy już (po pokonaniu kilku metrów drewnianymi schodkami) wchodzimy na taras widokowy na wysokości 66 m.

Co widzimy? Świdnicę na tle Gór Sowich, Świdnicę na tle Ślęży. Widzimy centrum miasta z zakrytymi zwykle dla naszych oczu podwórkami, widzimy osiedla, z góry możemy obserwować budynki, maleńkich przechodniów i samochody sprawiające wrażenie resoraków. Zresztą – co tu opowiadać, zapraszamy do galerii zdjęć.

Wieża świdnickiej katedry zaczęła powstawać około roku 1400. Średniowieczni świdniczanie planowali dwie wieże. Ostatecznie powstała jedna. Dlaczego? O tym mówią legendy.

Wiesław Rośkowicz i Edmund Nawrocki, „Legenda o budowniczym wieży świdnickiego kościoła pw. św. Stanisława i św. Wacława”:

Jeszcze w końcu XVIII w. przy wejściu do dzisiejszej świdnickiej katedry widoczna była wykuta w kamieniu łopata. Była ona zabarwiona na kolor czerwony, rzekomo krwią. Napisał o tym nauczyciel świdnickiego liceum J.W.A. Kosmann w wydanej w koń. XVIII w. historii miasta Świdnicy.

Według przytoczonej w książce Kosmanna legendy budowniczy wieży kościoła miał bardzo uzdolnionego ucznia, który obok wznoszonej wieży budował drugą, znacznie piękniejszą. Gdy była już ona wzniesiona w połowie, wówczas zawistny mistrz zepchnął ucznia z rusztowania, tak że poniósł on śmierć na miejscu. Za karę odcięto mistrzowi głowę łopatą i wówczas krew trysnęła na ścianę kościoła. Wykuta w tym miejscu łopata miała przypominać o tragedii, do której doszło przed wiekami. Podobno „krwi” nie był w stanie zmyć deszcz jeszcze do końca XVIII w.

Legendę tę tak przedstawia Sobiesław Nowotny w „Przewodniku po świdnickiej katedrze:

(...) w momencie, w którym planowano budowę wież świdnickiej katedry, proboszcz i rada parafialna tutejszego kościoła zawezwali przed oblicze swe mistrza, który miał się podjąć tego dzieła. Tenże stwierdził, że sam nie jest w stanie wbudować obu wież, lecz zaproponował swego zbyt ambitnego ucznia na nadzorcę budowy jednej z nich. Żywił on cichą nadzieję, że uczeń nie poradzi sobie z tak trudną realizacją i poniesie zasłużoną karę. Mistrz zaś łatwo będzie się mógł go pozbyć. W trakcie budowy okazało się jednak, że wieża po północnej stronie kościoła, którą wznosił uczeń, rosła znacznie szybciej w górę, niż ta, którą budował sam mistrz. Przysporzyło to uczniowi zasłużonej chwały i podziwu wśród mieszczaństwa, lecz zarazem było powodem goryczy u mistrza, który nie nadążał za swym czeladnikiem. Ten ostatni pałając zazdrością i zawiścią, zabił swego ucznia, uderzając go w głowę szpadlem. Krwawy znak szpadla wyrzeźbiony na przyporze niedokończonej wieży północnej pokazywano turystom jeszcze w II poł. XIX, w okresie przed renowacją katedry, którą przeprowadzono w latach 1893-95.

Mówi się, że świdnicka wieża ma 103 m wysokości, Sobiesław Nowotny jednak podaje wysokość – 101,5 m. Pod tym względem jest piąta w kraju (po Sanktuarium Maryjnym w Licheniu, archikatedrze szczecińskiej, bazylice jasnogórskiej w Częstochowie i archikatedrze łódzkiej). Taras widokowy znajduje się na wysokości 66 m.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (20) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group