• Środa, 13 listopada 2019
  • Godz. 13:58
  • Imieniny: Mikołaja, Stanisława, Mateusza, Izaaka
  • Czytających: 816
  • Zalogowanych: 0
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Olszaniacy zdobyli Cannes, czyli w krainie ślimaków, wina i serów

Wiadomości: Cannes
Środa, 13 maja 2015, 9:41
Aktualizacja: 12:12
Autor: red.
Fot. UM Strzegom
Kwiecień to niewątpliwie piękny miesiąc w naszym mieście, ale był on niezwykłym miesiącem w życiu naszego gminnego Zespołu Folklorystycznego Olszaniacy, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeniósł się na dziesięć dni w zaczarowane miejsca południowej Francji.

Nikt z nas tak naprawdę nie spodziewał się, że aż tak wspaniale spędzimy czas w przepięknych miejscach Lazurowego Wybrzeża, które naprawdę jest lazurowe.

Po 24 godzinach jazdy, może trochę meczącej, przywitał nas kamping malowniczo położony nad brzegiem Morza Śródziemnego o wdzięcznej nazwie Prairies de la Mer w Port Grimaud. Piaszczysta piękna plaża i mocno grzejące słońce zachęcały do natychmiastowego skorzystania z uroków wakacji. Piękna śródziemnomorska roślinność obiecywała niezwykły pobyt w tym wspaniałym miejscu. Niestety nie było nam dane błogie lenistwo na plaży, bo wycieczka zorganizowana była doskonale, a leżenie na plaży nie sprzyja poznawaniu świata, toteż za dwie godzinki, mimo iż trochę zmęczeni ale pełni zachwytu zwiedzaliśmy Port Grimaud. Ta mała Wenecja oczarowałaby nie jednego. W pięknym słońcu w zatoce cumujące jachty, aura wielkiego świata, ale to dopiero początek tego, co nas miało tutaj spotkać.

Kolejny dzień spędzić mieliśmy w sławnym Saint Tropez, który oddalony był od naszego kampingu około pięć kilometrów. W towarzystwie naszego przewodnika Pana Ryszarda z Biura Podróży Juventur, jadąc spacerowo szeroką, widywaną w filmach o żandarmach z Saint Tropez, ulicą po pół godziny byliśmy w niewielkim miasteczku, z uroczym portem dla wypasionych jachtów, z romantyczną latarnią morską oraz przesławnym komisariatem żandarmerii. Nasza ciekawość tego miejsca została z powodzeniem zaspokojona. Spacer po wybrzeżu zachwycił wszystkich uczestników. Malownicze zakątki tego miasta ściągają tutaj wielkie sławy tego świata. Bogate rezydencje aktorów, ludzi biznesu przyciągają wzrok i zachwycają. Kafejki na nabrzeżu, wąskie, pełne uroku uliczki, targ z owocami morza. To wszystko czego było nam trzeba, żeby poczuć się wspaniale.

Po dniu spędzonym w sławnym Saint Tropez przyszedł czas na kąpiele słoneczne na plaży. Mimo iż w kalendarzu kwiecień słońce tutaj opala mocno. Przekonaliśmy się po kilku godzinach plażowania, kiedy nasze ciała zaskakująco szybko przybrały kolor czerwony, innymi słowy spiekliśmy się na raka.

Nie było jednak dramatycznie, bo już kolejnego dnia siedząc w wygodnym autobusie zmierzaliśmy do słynnego Cannes, gdzie czekały na nas miejsca odwiedzane przez wielki świat filmowy. Aleja Gwiazd, promenada, port, wspaniałe rezydencje i hotele, to zwykle widujemy w telewizji, ale „dotknięte” i widziane od środka wywołują dreszcz emocji. Setki zdjęć pozwolą nam wrócić wspomnieniami do tych miejsc.

To nie koniec ogromnych wrażeń , bo oto jest Nicea. Cóż powiedzieć, kiedy widoki zapierają dech w piersiach. Malownicza architektura na zboczach gór, przecięta krystalicznym lazurem morza. Rozłożyste pinie i piękne palmy w towarzystwie bajecznie kolorowych kwiatów. W tym krajobrazie można się zakochać. W punkcie widokowym stoimy jak zaczarowani, wciąż mało nam czasu i nie możemy oderwać wzroku. Żal będzie stąd wyjeżdżać.

Aby ostudzić trochę nasze wrażenia zbliżamy się do Eze – miejsca słynącego z pięknych zapachów francuskich perfum. Bardzo dystyngowana pani świetnie mówiąca po polsku objaśnia nam zawiłe procesy wytwarzania perfum. Tutaj z kolei nasze nosy ulegają zaczarowaniu i po powąchaniu kolejnej 5, 6, 7 próbki wspaniałych perfum jesteśmy nieco „skołowani”. Zarówno panie jak i panowie nabierają ochoty na zakupy i owocuje to niesamowitą wprost kolejką przy kasie. W podświadomości przewidujemy efekt, który wywoła nasz perfum u naszych znajomych, a tym bardziej wrogów.

Z dobrymi humorami zaopatrzeni w rasowe francuskie perfumy ruszamy na podbój Monaco. Jedno pytanie, które należy zadać „stojąc u bram Monaco”. Jak tak dużo budynków można zmieścić na tak niewielkim skrawku ziemi? Można, i można zrobić to tak niesamowicie, jak zrobiono to tutaj. Ogrody na dachach, windy zamiast ulic, ruchome schody zamiast chodników.

Bajkowo, bajkowo, bajkowo. Jesteśmy znowu oczarowani miejscem, bogactwem i pięknem. Idziemy do katedry gdzie spoczywają małżonkowie Grimaldi - piękna Księżna Grace Kelly oraz Książę Rainier. W milczeniu pochylamy głowy nad miejscem ich spoczynku.

W tym bajkowym świecie nie mogło zabraknąć pięknych limuzyn i kasyn gier, a to znak nieomylny, że jesteśmy w Monte Carlo. Przepych w kasynach onieśmiela nas, ale widok zniewolonych przez maszyny do gier ludzi, bezskutecznie oczekujących wygranej pozwala ze spokojem wyjść z tego miejsca. Otacza nas niesamowita architektura i piękne ogrody, na klombach kwitną na czarno bananowce i piękne hibiskusy. W uliczkach trwają przygotowania do rajdu Monte Carlo. Cudownie, że możemy to wszystko zobaczyć.

Czas zostawić nasz polski akcent na francuskiej ziemi. W niedziele ubrani w nasze piękne stroje ludowe wraz z zespołem z Jugowa uczestniczymy w wypełnionym po brzegi kościele p.w.św. Franciszka z Asyżu w Port Grimaud. W dwunastowiecznych murach romańskiego kościoła rozbrzmiewa polski język i piękna muzyka z akordeonu w wykonaniu Pana Jana Kołodyńskiego. Msza święta dla tutejszej Polonii. Nikt nie kryje wzruszenia. Dla takich chwil warto było przejechać 1600 kilometrów.

Dzisiejszy dzień zapowiada wiele wrażeń. Czeka nas długa podróż do Prowansji pachnącej lawendą. Długa serpentyna drogi wiodącej nad urwiskiem wzdłuż wąwozu Rzeki Verdon napawa nas wszystkich bez wyjątku strachem. Jest to jedyny moment kiedy tak naprawdę baliśmy się, kiedy autobus wspinał się po wąskich i bardzo krętych drogach wąwozu. Dna wąwozu nie było widać. Kierowcy dali radę, z nami było gorzej! Jednak było warto dla tych niepowtarzalnych widoków zapierających dech w piersiach. Odkrywał się przed nami przepastny kanion z grozą jego nagich ścian i pięknymi zboczami. Przyroda tego miejsca zauroczyła nas na zawsze.

Zbliża się koniec naszego pobytu we Francji, z żalem opuszczamy nasze kampingi, ale też jesteśmy już trochę inni. Przez te kilka wspólnych dni poznaliśmy się lepiej i zrozumieliśmy. Potrafimy bardziej się akceptować i jesteśmy przyjacielscy bardziej niż przed wspólnym pobytem tutaj. Mieliśmy okazję poznać się lepiej z członkami zespołu z Jugowa.

Czas podziękować za wspólny wyjazd naszym koleżankom i kolegom z zespołu Jugowa oraz ich Pani Sołtys oraz za wsparcie, którego udzielił nam nasz Burmistrz Zbigniew Suchyta. To dzięki burmistrzowi mieliśmy zapewnione napoje i wodę na długą podróż a także mogliśmy spędzić dwa wspólne polskie wieczory przy grillu, na który zakupił nam kiełbaskę. Polska muzyka rozbrzmiewała wokół naszych domków powodując uśmiechy i gesty przyjaźni w naszym kierunku.

Pożegnaliśmy ze wzruszeniem piękne Lazurowe Wybrzeże wywożąc wiele wspomnień i niesamowite krajobrazy w naszej pamięci. Tuż przed wyjazdem przyrzekliśmy sobie, że kiedyś powrócimy w te piękne klimatyczne miejsca w tym samym sprawdzonym składzie.

Ponieważ wakacje tuż, tuż…, polecamy gorąco wyjazd w sprawdzone, cudowne i słoneczne zakątki południowej Francji.

(Bożena Bojanowska – Czuk)

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Dziwi
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group