Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 483
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Wyrok w sprawie ordynatora Z. może być szybciej niż w innych sprawach medyków

Wiadomości: Świdnica
Czwartek, 23 grudnia 2010, 7:42
Aktualizacja: 15:44
Autor: KO
Fot. archiwum
Sprawy lekarzy w sądzie toczą się długo, bo są to niezwykle trudne sprawy. Jak ta doktora Jana M., który na początku maja 2006 r. zdaniem prokuratury popełnił błąd przy opatrywaniu 14–letniego chłopca. Sprawa do sądu trafiła w maju 2007 r., wyroku nie ma do dziś. Ale proces specjalisty chorób wewnętrznych Andrzeja Z. będzie prawdopodobniej sprawniejszy, bo medyk nie popełnił błędu lekarskiego, tylko przestępstwo gospodarcze, ma też zarzut przekroczenia uprawnień.

Podczas majowego weekendu w 2006 r. 14-letni chłopiec upadł kolanem na rozbite szkło. Trafił na szpitalny oddział ratunkowy, tam zszyto mu ranę i wypuszczono chłopca do domu. Ale ból nie ustawał, wdało się zakażenie. Po prześwietleniu okazało się, że w kolanie chłopaka tkwi szkło. Kolejny zabieg w Latawcu i znów okazało się, że w kolanie 14-latka nadal tkwią odłamki. Dopiero w Wałbrzychu wyczyszczono ranę. Jednak kolano chłopca pełnej sprawności już prawdopodobnie nie odzyska. Prokuratura w Świdnicy uważa, że winny jest ordynator Jan M. Śledztwo prokuratorskie trwało rok, 25 maja 2007 r. akt oskarżenia trafił do sądu, a wyroku nie widać.

Sprawy o błąd lekarski są niezwykle trudne. Trzeba znaleźć specjalistów, którzy będą zeznawać. Sąd przed wydaniem wyroku musi rozwiać wszelkie wątpliwości. Dlatego ciągną się latami. Inaczej będzie w sprawie Andrzeja Z., ordynatora oddziału gastroenterologicznego w Latawcu i szefa własnej przychodni. Akt oskarżenia w poniedziałek trafił do sądu.

- Tu nie ma mowy o błędzie lekarskim – zastrzega prokurator rejonowy Marek Rusin. - Postawiliśmy podejrzanemu sto sześćdziesiąt osiem zarzutów, każdy dotyczy dopuszczenia do niekorzystnego rozporządzenia mienia Ministerstwa Zdrowia.

Andrzej Z. jako lekarz prowadzący niepubliczny zakład opieki zdrowotnej wyłudzał finansowanie badań kolonoskopijnych w programie badań przesiewowych jelita grubego, których nie wykonał. Na dodatek wykorzystał dane osobowe – zarówno pacjentów swojej przychodni, jak i dane 88 pacjentów Latawca. Działo się to w 2008 i 2009 r. W pierwszym roku dr Z. za każdy zabieg otrzymywał 295 zł, w roku następnym – 400 zł. W sumie wyłudził z ministerstwa 51280 zł.

Prokuratura postawiła mu już zarzut po zbaadaniu 10 przypadków, ale po przeanalizowaniu całego 2009 r. okazało się, że jest ich dużo więcej. Wobec doktora zastosowano środek zapobiegawczy – poręczenie majątkowe w kwocie 30 tys. zł.

Lekarz oskarżony jest o wyłudzenie oraz o przekroczenie uprawnień (w rozporządzaniu danymi osobowymi pacjentów). Grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

- Oskarżony nie działał finansowo na szkodę szpitala, tylko w ramach prowadzonej przez siebie przychodni działał na szkodę Skarbu Państwa – mówi prokurator Rusin. - Powiadomiliśmy zgodnie z prawem dyrekcję szpitala o zakończonym postępowaniu.

Doktor Andrzej Z., podobnie jak doktor Jan M., jest wciąż ordynatorem oddziału w Latawcu. Dlaczego szpital nie wyciąga wobec nich żadnych konsekwencji?

- Czekamy na orzeczenie sądu w tych sprawach - odpowiada krótko Jacek Domejko, dyrektor Latawca. - Nie mamy dostępu do akt sprawy. Radcy prawni ZOZ-u polecili czekać na wyroki w tych sprawach.

Obaj lekarze to według innych medyków świetni fachowcy. - Jeśli chodzi o sprawy o błąd w sztuce to zachęcam do dużej ostrożności w ferowaniu wyroków, również przez opinię publiczną – powiedział nam jeden ze świdnickich lekarzy. - My nie jesteśmy nieomylni, każdy popełnia błędy. A w innych profesjach zwykle za jeden błąd nikt nikomu kariery nie niszczy.

W prokuraturze jest jeszcze sprawa podejrzenia o inny błąd lekarski. Jak pisaliśmy jako pierwsi na Świdniczce, Artur K. z Żarowa zmarł po tym, jak wypisano go z Latawca. Mężczyzna z ostrym zapaleniem trzustki został ze szpitala wypuszczony o godz. 23.55. Jego ciało znaleziono następnego ranka – 29 września – pod wiaduktem na ul. Esperantystów. Prawdopodobnie chciał wrócić do domu na piechotę, według sekcji zwłok przyczyną śmierci było właśnie zapalenie trzustki. Więcej: tutaj.

Śledztwo prokuratorskie w tej sprawie jeszcze potrwa. Sporo czasu zajęło prokuraturze znalezienie zakładu medycyny sądowej, który dysponuje specjalistami wszystkich dziedzin, które będą analizowane podczas jej wyjaśniania. Tu też chodzi o świetnego zdaniem innych lekarzy fachowca.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (14) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group