Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 596
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Dzień z życia strażaka Andrzeja

Wiadomości: Świdnica
Poniedziałek, 14 lutego 2011, 5:53
Aktualizacja: 14:39
Autor: KO
Prace remontowe na drugim piętrze jednostki wyłączył na jakiś czas z używania stół do bilarda.
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Młodszy kapitan Andrzej Cerek służbę w straży pożarnej pełni od 2001 r. Od jesieni zeszłego roku jest zastępcą dowódcy Jednostki Ratowniczo–Gaśniczej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdnicy – i od tego czasu zwykle pełni ośmiogodzinną służbę. Czasami – w razie konieczności – zdarzają się takie dni, w które pełni on dyżury dwudziestoczterogodzinne. Właśnie takiemu dniu się przyjrzymy.

Poniedziałek, 7 lutego. Młodszy kapitan Andrzej Cerek miał w weekend zjazd w stolicy, właśnie kończy tam bowiem studia magisterskie w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Na poniedziałek przypadła mu dwudziestoczterogodzinna służba – taka, jaką pełni większość strażaków (którzy po niej zwykle mają dwa dni odpoczynku). Przez całą dobę służby czuwają oni nad bezpieczeństwem mieszkańców powiatu. Ale od awansu Andrzej Cerek pracuje zazwyczaj po osiem godzin, oprócz wyjazdów na akcje ma inne obowiązki, między innymi szkolenie kolegów z jednostki rodzimej oraz z innych jednostek województwa dolnośląskiego (na przykład na temat sprowadzania na ziemię nowego śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego).

Całodobowa służba zaczyna się o godz. 8.00. Andrzej wstaje zwykle o godz. 6.30, chwilę po godz. 7.00 wyjeżdża z rodzinnego Strzegomia i około godz. 7.20 jest w pracy.

7.45-8.00
Przejęcie służby od tych, którzy ją właśnie kończą. - Sprawdzamy, czy wszystko jest sprawne i na właściwym miejscu - mówi Andrzej Cerek. Trzeba upewnić się, że wozy są w pełnej gotowości, że wszystko w nich działa: od sprzętu ratowniczego po sprzęt gaśniczy z oświetleniem włącznie. Na przykład węże strażackie po akcji muszą być wysuszone, a jak są już suche, to muszą być zwinięte i umieszczone na swoim miejscu w skrytce samochodu. Każdy element wyposażenia musi być tam, gdzie być powinien, aby każdy strażak dokładnie wiedział, skąd sprzęt ma wyjąć. Sprawdza się sprawność każdego sprzętu mechanicznego od hydraulicznego zestawu ratownictwa drogowego po stan napełnienia powietrzem butli do aparatu oddechowego.

8.00-9.00
- Tradycją jest, że jemy wspólnie śniadanie i obiad - mówi młodszy kapitan Cerek. Strażacy mają do dyspozycji kuchnię, w której sobie przygotowują posiłki. Siadają do nich wspólnie (oczywiście, jeśli w tym czasie nie dzieje się coś, gdzie potrzebna jest interwencja ich wszystkich lub części z nich). Zwykle na zmianie jest ktoś, kto dobrze gotuje i to on zajmuje się przygotowaniem obiadu dla wszystkich. Rano ustalane jest menu, strażak pełniący obowiązki kucharza mówi, czego będzie potrzebował, aby przyrządzić potrawę. Wszyscy zrzucają się wspólnie na produkty. Gdy trwa gotowanie, koledzy wyręczają z zajęć i obowiązków tego, który szykuje strawę. Jeśli akurat jego zastęp jedzie do pożaru, to obowiązki kucharza przejmuje ktoś inny. Choć oczywiście są i takie dni, kiedy wszyscy są w akcji. Wtedy nie myśli się już o pustym żołądku.

9.00-10.30
Młodszy kapitan Andrzej Cerek prowadzi szkolenie teoretyczne dla strażaków. Tym razem na temat aparatów oddechowych. Ośmiu kolegów słuchało jego wykładu na ten temat. - Przez wszystkie lata spędzone na służbie strażacy codziennie się szkolą, oprócz niedziel i dni świątecznych - mówi zastępca dowódcy JRG. - Temat się w ciągu roku powtarza dwa, trzy razy. Przeważnie dochodzą zawsze jakieś nowinki.

10.30-13.00
Tak zwane zajęcia gospodarcze. Teraz w komendzie trwają remonty (pisaliśmy o nich tutaj), strażacy wiele prac wykonują własnymi rękami. Tego dnia akurat wzięli się za rozbiórkę muru przy jednostce, który już groził zawaleniem. W międzyczasie młodszy kapitan Cerek zgłosił się też na komendę policji, aby złożyć zeznania w sprawie pożaru, w którego gaszeniu uczestniczył.

13.00-14.00
Obiad. Wszyscy siadają wspólnie do posiłku. - Chłopaki tak dobrze gotują, że zawsze wszyscy się najedzą - śmieje się Andrzej i prosi, żeby nie pisać, że niektórzy gotują lepiej niż niejedna żona.

14.00-21.42
Konserwacja sprzętu, zajęcia sportowe i czas wolny. Strażacy mniej więcej do godz. 15. - kiedy nie ma wyjazdów - grafik mają zapełniony właśnie takimi zajęciami: szkolenia, prace w jednostce i zajmowanie się sprzętem. Później, jeśli nie ma zgłoszeń o pożarach, wypadkach i innych zdarzeniach, w których ich obecność jest niezbędna, starają się wypocząć. Nikt przecież nie może przewidzieć, co przyniesie noc. Strażacy mogą ćwiczyć na siłowni w jednostce (mogą tu na przykład pobiegać na bieżni), muszą przecież dbać o sprawność fizyczną. Mogą również pooglądać telewizję. Grywają też w bilarda, choć to teraz niemożliwe, bo na drugim piętrze trwa remont i stół bilardowy przykryty jest ochronną folią i pełni rolę wielkiej półki na narzędzia.

21.42-22.19
Zgłoszenie: pożar sadzy w kominie w domu w Bolesławicach. Dyspozytor stawia strażaków na równe nogi, z piętra dostają się oni na parter – do garaży – za pomocą ślizgu. Choć wygląda to niebezpiecznie, Andrzej zapewnia, że łatwiej skręcić sobie kostkę zbiegając piętro niżej po schodach. Na miejsce do Bolesławic przyjechały trzy zastępy (wozy) straży pożarnej, w sumie dwunastu strażaków. Może się okazać, że ogień się rozprzestrzeni, stąd taka liczba ratujących. Tym razem jednak akcja była prosta: właściciel domu sam zamknął piec, czym ograniczył dopływ tlenu. Ogień zgasł, strażacy sprawdzili stężenie tlenku węgla. - Wydałem zakaz palenia w piecu do czasu kontroli kominiarskiej - mówi młodszy kapitan. Taki zakaz może być w zimie uciążliwy, ale niebezpieczeństwo płynące z używania niesprawnego komina może przynieść przykre konsekwencje. Niesprawny lub uszkodzony przewód kominowy może być powodem między innymi zatrucia mieszkańców cichym zabójcą - czadem.
- Bywało i tak, że mieliśmy zgłoszenie o pożarze sadzy w kominie, a w chwili dojazdu na miejsce pożar przenosił się już niejednokrotnie na dach - mówi Andrzej Cerek. O tragedię nietrudno.

22.16-23.35
Gdy jeszcze ostatni zastęp nie wrócił do koszar z Bolesławic, nadeszło kolejne zgłoszenie: pożar na ul. Sadowej w Świdnicy. - Palił się opuszczony budynek, kiedyś już tu interweniowaliśmy - mówi zastępca dowódcy jednostki. Na miejsce zadysponowano pięć zastępów straży: trzy z państwowej straży i dwa zastępy ochotników. Na miejscu okazało się, że aż tylu strażaków nie jest tu potrzebnych.
- Zastępy ochotniczych straży pożarnych odesłałem na teren komendy - mówi młodszy kapitan - zawsze ktoś musi być w jednostce na wypadek kolejnego zdarzenia.
W budynku przy ul. Sadowej palił się dach i poddasze. Podczas gaszenia pod strażakami zapadł się drewniany strop, ale na szczęście nic się nikomu nie stało; będąc w akcji cały czas trzeba na siebie i innych bardzo uważać. Więźbę dachową udało się uratować. Strażacy ogień gasili wodą.
- Piany używamy na przykład do gaszenia samochodów i pożarów cieczy palnych, w budynkach zwykle używamy po prostu wody - tłumaczy Andrzej Cerek.

23.35-7.45
Powrót do jednostki. Na zastępcę dowódcy czekają jeszcze do sporządzenia meldunki z akcji, które muszą być wysłane do Wojewódzkiego Stanowiska Kierowania we Wrocławiu. Do rana już jest spokój.

7.45-8.00
Zdanie służby następnej zmianie.

***
Zobacz także wcześniejsze artykuły z cyklu „Dzień z życia”:

* Dzień z życia... sołtysa – dziewiętnastoletniego na dodatek, czwartek, 27 stycznia,
* Dzień z życia: Andrzej, kierowca–ratownik z pogotowia, niedziela, 2 stycznia.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group