Sobota, 24 października
Imieniny: Marcina, Rafała, Antoniego
Czytających: 595
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Świdnicko–praski horror

Wiadomości: Świdnica/Praga
Czwartek, 10 czerwca 2010, 22:26
Aktualizacja: Piątek, 11 czerwca 2010, 13:42
Autor: Sławek Pawlik
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Zdarzyło się to 20 marca 1393 roku w Pradze. Wacław IV Luksemburczyk osobiście wziął udział w zamordowaniu Jana z Nepomuka. Co w takim razie ma z tym wszystkim wspólnego Świdnica? Otóż całkiem sporo. Panujący w Księstwie świdnicko – jaworskim w połowie XIV w. Bolko II miał na wychowaniu bratanicę Annę. W myśl porozumień dyplomatycznych z królem Czech Karolem IV, miała zostać żoną jego syna.

Los czy przeznaczenie pokrzyżowało te plany. Gdy zmarła żona Karola, ten podjął rozmowy z Bolkiem II w sprawie małżeństwa z jego bratanicą. Małżeństwo stało się faktem. Zaraz potem Anna została królową Czech i rok po roku królową Niemiec i cesarzową rzymską. Z tego małżeństwa przyszedł na świat Wacław, następca Karola.

Nie wdając się w szczegółową analizę panowania tego władcy, trzeba jednak powiedzieć, że rządzenie nie było ani jego pasją ani mocną stroną. Co prawda początkowo zaznaczył się jako mecenas sztuki i zyskał zwolenników nie podnosząc podatków ale później było już tylko gorzej. Kronikarze, którzy za życia króla nie odważyli się napisać o nim złego słowa, to gdy umarł nie oszczędzali go wcale. Dowiadujemy się więc, że w młodości nie odebrał wychowania rycerskiego, nawet nigdy nie walczył, był rozpieszczany i przygotowywany do odbierania hołdów, lubił polowania ale w wąskim gronie schlebiających mu faworytów. Był porywczy i nieobliczalny. Podobno miał tendencje do przemocy w seksie. Taka jego postawa wobec ludzi narastała wraz z wiekiem i postępującym alkoholizmem. No i ta chorobliwa wręcz niechęć do jakiejkolwiek krytyki! Zaledwie kilka osób z otoczenia króla miało odwagę by skrytykować jego postępowanie. Do najważniejszych należeli: arcybiskup praski Jan Jenstein (stracił stanowisko kanclerza) i właśnie Jan Nepomucen, pełniący na dworze funkcję osobistego spowiednika królowej.

Jan Welflin, takie jest jego rodowe nazwisko, urodził się w miejscowości Nepomuk niedaleko Pragi. Wybrał karierę duchownego i szybko zyskiwał kolejne godności kościelne mimo, że nie pochodził ze znanego i wpływowego rodu. Szczytem jego kariery było piastowanie funkcji generalnego wikariusza wspomnianego wyżej arcybiskupa. Jego Eminencja większość czasu spędzał na praktykach ascetycznych (całonocne modlitwy, posty, krwawe biczowanie, spanie na gołej ziemi oraz noszenie pasa pokutnego i pisanie ascetycznych dzieł), w dodatku poza Pragą. W takiej sytuacji większość obowiązków związanych z działalnością arcybiskupstwa spadła na wikariuszy, którzy jednak dawali sobie z nimi doskonale radę. Szefem był Jan Nepomucen. A nie było to łatwe wobec postępującego w tym czasie kryzysu w kościele katolickim. Jan znany był również z kazań, które wygłaszał z wielkim ewangelicznym zapałem w praskiej katedrze i innych kościołach.

Atmosfera zaczęła gęstnieć z nastaniem 1393 roku. W klasztorze w Kladrubach został wybrany nowy opat, którego pod nieobecność arcybiskupa 10 marca zatwierdził wikariusz Jan. Wszystko zgodnie z obowiązującym prawem, potwierdzonym kilkoma uroczystymi dokumentami. Ale wbrew planom króla. On popierał innego kandydata. Podobno wpadł w taką furię, że w obawie o życie wikariusze uciekli z miasta. Wrócili jednak na rozkaz Wacława. Zostali aresztowani wraz z kilkoma innymi dostojnikami praskiej kurii. Po kilkunastu godzinach w więzieniu pozostał już tylko Jan Nepomucen. Poddano go rozlicznym torturom. Między innymi tzw. słupkowi i przypalaniu ciała, zmiażdżono mu palce u rąk i nóg. Potem znów słupek i przypalanie, podobno z czynnym udziałem króla. W nocy wrzucono zwłoki do Wełtawy.

Jan zginął nie tylko dlatego, że był wykonawcą prawa torpedującego plany króla. Nie chciał też zdradzić tajemnicy spowiedzi. A rzecz dotyczyła żony Wacława - Zofii, którą król posądzał o zdradę. Ciało wypłynęło po około czterech tygodniach i jak głosi legenda, głowa Jana opromieniona była znakami świetlnymi. Został pochowany w kościele św. Franciszka a po ucieczce króla przeniesiono go do katedry na Hradczanach, gdzie spoczywa do dzisiaj. Po śmierci Wacława IV (1419 r.) kult Jana Nepomucena - męczennika zaczął się samoistnie rozprzestrzeniać. Jego postać obrosła mniej lub bardziej prawdopodobnymi opowieściami. Stał się znany również w innych krajach, na długo przed kanonizacją, która nastąpiła w 1729 roku.

W Polsce kult św. Jana Nepomucena należy do najpospolitszych. Występuje jako patron mostów, chroni przed powodzią (nie spisał się w 1997 roku na ziemi kłodzkiej, gdzie cieszy się szczególną atencją – liczba przeróżnych wizerunków idzie w setki…), opiekuje się marynarzami, rybakami, flisakami, kupcami i podróżnymi, spowiednikami, jest patronem dobrej sławy i opiekunem w godzinie śmierci. Przedstawiany jest najczęściej z krzyżem w ręku, książką, palmą męczeństwa, kluczami, rzadziej z innymi przedmiotami. Prawie zawsze poznać go można po aureoli z pięciu gwiazd symbolizujących pięć cnót męczeńskich.

W Świdnicy św. Jana Nepomucena spotkamy w kilku miejscach. Najłatwiej w rynku na południowo-zachodnim narożniku ratusza. Jego wizerunek znajduje się też w bocznym portalu katedry oraz w otoczeniu dawnego klasztoru Urszulanek i wewnątrz kościoła św. Józefa.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group