Czwartek, 3 grudnia
Imieniny: Franciszka, Ksawerego
Czytających: 597
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Pediatra naraziła zdrowie i życie miesięcznej dziewczynki?

Wiadomości: Świdnica
Niedziela, 20 lutego 2011, 19:41
Aktualizacja: Poniedziałek, 21 lutego 2011, 9:30
Autor: KO
Magdalena Rataj dziś już zabiera córeczkę na spacery, ale w styczniu przeżyła chwile grozy, gdy maleństwo po walce o przyjęcie u lekarza trafiło na zamknięty oddział dziecięcy.
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie nieudzielenia pomocy niemowlęciu przez panią doktor – pediatrę w świdnickiej przychodni. Miesięczna Aleksandra była w ciężkim stanie, po zbadaniu przez innego lekarza trafiła do szpitala. Na szczęście dzieciątko jest już zdrowe, dzięki determinacji rodziców.

Podobne dramatyczne wydarzenia rozegrały się niedawno w Oławie. Lekarz odesłał siedmiomiesięczne dziecko do domu. Mama malucha zaufała medykowi. Synek zmarł. Do takiej tragedii na szczęście w Świdnicy nie doszło.

Poniedziałek, 17 stycznia. Państwo Magdalena i Artur Rataj poszli z dziećmi, miesięczną Aleksandrą i półtorarocznym Adamem, do przychodni. Lekarka zbadała maluchy. U małego Adama zdiagnozowała chorobę. - Pani doktor stwierdziła zmiany osłuchowe dróg oddechowych, a także wyjaśniła nam, że takowe mogą szybko pojawić się u córki, a wówczas powinnam natychmiast, bez rejestracji, udać się do lekarza, gdyż jest to u tak małego dziecka niezwykle niebezpieczne - opowiada Magdalena Rataj.

Środa, 19 stycznia. Rzeczywiście. Miesięczna Aleksandra nie chciała jeść, z jej gardełka wydobywał się charczący odgłos. Mama dziewczynki zauważyła to około godz. 17. - Był to dla mnie oraz mojego męża sygnał, iż stan zdrowia córki się pogorszył - mówi pani Magdalena. - Mąż zadzwonił do rejestracji ogólnej z zapytaniem czy zastaniemy jeszcze tego dnia pediatrę. Wyjaśnił również opisywane wcześniej zdarzenia. W odpowiedzi usłyszał, że pediatra pracuje do godziny osiemnastej i powinniśmy jak najszybciej przyjechać do ośrodka.

W przychodni państwo Rataj zawili się ok. godz. 17.30. Tym razem przyjmowała inna lekarka. - Przed gabinetem czekało troje pacjentów wraz z rodzicami, postanowiliśmy zaczekać na koniec kolejki - opowiada pani Magdalena. - Po około dziesięciu minutach zostaliśmy przepuszczeni poza kolejnością przez aktualnie mającą wejść osobę. Pani doktor z całą stanowczością stwierdziła, że nie przyjmie mojej córki, gdyż pracuje do osiemnastej. Nawet po stwierdzeniu męża, iż istnieje zagrożenie nabycia przez dziecko zapalenia płuc, co jest już poważnym stanem dla zdrowia, a nawet życia tak małego dziecka, w odpowiedzi pani doktor stwierdziła: „Proszę udać się z dzieckiem na pogotowie”.

Artur Rataj zaproponował wizytę prywatną. - Na to odpowiedź była krótka: „Nie ma takiej opcji” - relacjonuje Magdalena Rataj. - Wówczas to mąż zagroził pani doktor skargą u dyrektora do spraw medycznych ośrodka zdrowia. Lekarka z oburzeniem stwierdziła „ Wobec tego nie mam z Państwem o czym rozmawiać”, po czym zamknęła za sobą drzwi gabinetu. Wtedy wraz z mężem udaliśmy się do doktora Kaczmarczyka, który zbadał dziecko (mimo pewnej ilości czekających na niego pacjentów). Doktor wystawił skierowanie do szpitala, gdzie po wynikach badań okazało się, iż córeczka ma ciężkie zapalenie płuc powiązane z infekcją wirusa RSV.

Pani Magdalena postanowiła, że sprawy tak nie zostawi. Zwłoka w leczeniu dziecka mogłaby doprowadzić do tragedii. Napisała skargę do dyrekcji przychodni, złożyła też w świdnickiej prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Śledczy jeszcze w styczniu wszczęli postępowanie przygotowawcze. Gdy o pytaliśmy o sprawę dyrektora do spraw medycznych przychodni, stwierdził, że nie udzieli nam żadnych informacji.

W końcu dyrekcja przychodni odpisała, że zbadała wnikliwie skargę Magdaleny Rataj. Lekarka złożyła szefostwu pisemne wyjaśnienie całej sytuacji. Według pisma z ośrodka zdrowia na pytanie lekarza, dlaczego państwo Rataj zgłosili się z dzieckiem bez rejestracji przed końcem pracy poradni, ojciec dziecka stwierdził zdawkowo: „Pracuje się”. A następnie „zaproponował, że zapłaci za wizytę, ale złoży skargę i dopiero wówczas poinformował, iż miał zalecone ponowne zgłoszenie się z dzieckiem do lekarza POZ w przypadku pogorszenia się stanu zdrowia dziecka. W takiej sytuacji lekarz (…) poprosiła o zarejestrowanie dziecka, aby mogła otrzymać kartotekę. Z wyjaśnienia lekarza (…) wynika, że ojciec dziecka dalej groził jej złożeniem skargi i chcąc uniknąć dalszego zastraszania odmówiła przyjęcia dziecka informują, że po godz. 18-tej można zgłosić się z dzieckiem w izbie przyjęć pogotowia ratunkowego”.

- Tak nie było, my nie groziliśmy pani doktor, tylko domagaliśmy się przyjęcia naszego chorego maleńkiego dziecka - mówi Magdalena Rataj.

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy nie zakończyła sprawy na etapie postępowania przygotowawczego. - Śledztwo będzie wszczęte - zapowiedziała prokurator Beata Piekarska-Kaleta, zastępca prokuratora rejonowego. - Zbieramy dokumentację medyczną, będziemy występować do biegłych o opinię, czy i w jakim stopniu lekarka naraziła dziecko na utratę życia lub zdrowia.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
1
50%
Hahaha
0
0%
Nudzi
1
50%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (30) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group