Wtorek, 24 listopada
Imieniny: Flory, Jana, Emmy
Czytających: 579
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Ruszył proces morderców z lasku koło Stanowic

Wiadomości: Świdnica
Wtorek, 18 stycznia 2011, 17:06
Aktualizacja: Środa, 19 stycznia 2011, 7:05
Autor: KO
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Tylko najkrótszy paragraf z polskiego kodeksu karnego widnieje na wokandzie przy nazwiskach Jacka K., Bartłomieja G. i Grzegorza Z.: „Kto zabija człowieka” (dalej w kodeksie jest sankcja: „podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności”). Proces trzech mężczyzn ruszył dziś, do morderstwa doszło na początku kwietnia ubiegłego roku. Było to niezwykle brutalne morderstwo z zazdrości.

Z zazdrości lub może bardziej z zemsty na rywalu – nieżyjący już Artur S. zajął miejsce Jacka K. w sercu kobiety, z którą oskarżony był wiele lat i z którą ma sześcioletnią córkę. Magdalena S. była pierwszym świadkiem w procesie.

Ale wcześniej sąd wysłuchał aktu oskarżenia i wyjaśnień oskarżonych: Jacka K. (lat 29), Bartłomieja G. (lat 20) i Grzegorza Z. (lat 21).

Jacek K., absolwent pięciu klas szkoły podstawowej, który wyraźnie był prowodyrem w tej dramatycznej sprawie, jeszcze do lutego żył z Magdaleną S. Para rozstała się, kobieta próbowała na nowo ułożyć sobie życie. Gdy pojawił się Artur S., były partner kobiety groził mu. Próbował go zastraszyć, że jeśli ten nie odczepi się od jego rodziny, to stanie się mu coś złego.

Tuż przed zeszłoroczną Wielkanocą Jacek K. i Bartłomiej G. wymyślili plan, jak pozbyć się niewygodnego mężczyzny. W jego realizacji miał im pomóc Grzegorz Z., któremu nakreślono rolę kierowcy. Mężczyźni dobrze przygotowani do tego, co miało zajść, przyjechali do Artura S. Jacek K. zdołał go przekonać, że chce się pogodzić. Zaprosił nowego konkubenta swojej miłości na piwo.

Trzej oprawcy i ich przyszła ofiara wsiedli do auta, które pojechało w miejsce, gdzie nikt nie mógł już zobaczyć, co mężczyźni robią z Arturem S. Choć ten błagał o życie, wyciągnęli go z samochodu, pobili, skrępowali ręce i nogi plastikowymi zapinkami i wrzucili do bagażnika (Bartłomiej G. przy okazji zabrał mężczyźnie 10 zł i telefon komórkowy). Artur S. miał obiecywać, że zerwie z Magdaleną S. i wyjedzie za granicę, ale Jacek K. stwierdził, że na takie deklaracje już za późno. Auto wjechało do lasu niedaleko Stanowic. Ofiara została uciszona przygotowanym wcześniej kneblem. Rozpoczęła się masakra: mężczyźni bili skrępowanego Artura S. metalowym przecinakiem, Jacek K. nożem podciął mu gardło i wrzucił do rowu. Oprawcy upewnili się, że ich ofiara nie przeżyje - gdy zauważyli jakiś ruch ciała, znów zaczęli okładać ciało metalowymi narzędziami. Pewni, że Artur S. nie żyje, zasypali zwłoki i odjechali.

Przez prawie miesiąc trwały poszukiwania Artura S. W akcji wzięli udział płetwonurkowie z Wrocławia i Legnicy oraz przewodnik z psem, który wytresowany jest w ujawnianiu zwłok. Wreszcie 28 kwietnia zatrzymano dwóch z trzech oskarżonych, dzięki ich zeznaniom znaleziono ciało Artura S. Ostatniego z morderców schwytano 2 maja na lotnisku w Krakowie.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (17) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group