• Wtorek, 16 lipca 2019
  • Godz. 10:18
  • Imieniny: Benedykta, Benity, Eustachego, Mariki
  • Czytających: 421
  • Zalogowanych: 0
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Wernisaż Jerzego Marciniaka w Muzeum Dawnego Kupiectwa

Wiadomości: Świdnica
Niedziela, 15 listopada 2009, 8:13
Aktualizacja: 8:19
Autor: MaS
Fot. Wiktor Bąkiewicz
13 listopada o godz. 18.00 została otwarta wystawa dzieł malarza, który z upodobaniem utrwala urok Świdnicy. Potrwa ona do końca grudnia.

- Pan Jerzy nie jest w Świdnicy postacią anonimową. – mówiła Agnieszka Dudzińska, komisarz wystawy - Jest świetnym twórcą, który oddaje w swych obrazach miłość do Świdnicy. Jego dzieła mają także wartość ikonograficzną, ukazują obiekty, których już nie ma, na przykład słynną wieżę ratuszową. Brał udział w wielu poczynaniach artystycznych.

Od kiedy maluje Świdnicę? – Od szkoły podstawowej. – odpowiada artysta. – Urodziłem się w Koźminie, wojnę przesiedziałem w Niemczech jako małe dziecko, w 1947 r. przyjechałem tu, do Świdnicy, później opuściłem ją na krótko, w 1966 wróciłem – i jestem. Malowałem też inne miasta, podkrakowskie wsie, ale tu jestem najdłużej i Świdnica jest najważniejsza.

- Mój ojciec poznał malarza, Niemca. Spodobało mi się to, chodziłem, podpatrywałem, tym bardziej, że niemiecki znałem wtedy lepiej niż polski, co oczywiście nie ułatwiało życia. To on mnie wprowadził w malarstwo. Później prowadziłem dekoratornię, największą chyba na Dolnym Śląsku, całe województwo było pod naszą opieką.

Ulubionym obiektem malarskim pana Jerzego jest nieistniejąca już wieża ratuszowa, która zawaliła się w styczniu 1967 roku. – Całe życie walczyłem o to, żeby została odbudowana, ale się nie udało. Chciałem zrobić wystawę tylko o niej.

Malarz zdradza, skąd ten sentyment. – W 1953 roku ja, mój brat i nasz starszy kolega 30 kwietnia nocą wleźliśmy na sam szczyt wieży i zawiesiliśmy tam białe kalesony, między jedną a druga kulą. Nikt ich potem nie ściągnął, bo nikt nie odważył się tam wejść. To były takie czasy, że od razu zrobiono z tego jakąś manifestację, jednak tak naprawdę chodziło o zakład. Szukano winnych, brano nas pod uwagę, ale nikt nie chciał uwierzyć, że zrobiło to trzech chłopaków. Dziś sam nie mogę w to uwierzyć. – śmieje się pan Jerzy. – Namalowałem obraz upamiętniający to zdarzenie, jest podpisany naszymi inicjałami i datą.

Na obrazach Jerzego Marciniaka nad Świdnicą jest zawsze błękitne niebo, za wyjątkiem tego, który przedstawia pożar. Oglądamy stare sklepy, nieistniejące ulice, przeżywamy podróż w czasie, a Ślęża wygląda jak szczyt tatrzański. Widzimy miasto jako gród piastowski, otoczony murami. Średniowieczną Świdnicę przedstawia też odnowiona makieta, wykonana dla Muzeum Dawnego Kupiectwa przez Andrzeja Lichomskiego i Jerzego Marciniaka.

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Dziwi
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group