Środa, 25 listopada
Imieniny: Katarzyny, Erazma
Czytających: 602
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Setki tysięcy gwoździ w Kościele Pokoju, czyli o legendach w zabytku

Wiadomości: Świdnica
Środa, 25 sierpnia 2010, 10:06
Aktualizacja: 13:50
Autor: Karolina Osińska
Fot. Wiktor Bąkiewicz
Rozmawiamy ze świdnickim historykiem, Sobiesławem Nowotnym, który bada przeszłość Kościoła Pokoju w Świdnicy. Okazuje się, że to, co wiedzą świdniczanie na temat zabytku światowej klasy, mija się często z prawdą.

Sobiesław Nowotny dotarł do nieznanej kroniki opisującej powstanie Kościoła Pokoju. Historyk już od czterech miesięcy przepisuje rękopis, aby go następnie przetłumaczyć na język polski. Spotkaliśmy się z nim przy tej okazji, aby porozmawiać o tym, jakimi legendami obrósł najsłynniejszy świdnicki zabytek.

Sobiesław Nowotny: - Historię Kościoła Pokoju trzeba napisać na nowo.

Świdniczka: - Jak to?

Sobiesław Nowotny: - Rękopis, który właśnie czytam, pozwala na ustalenie faktów i odrzucenie wielu rewelacji na temat Kościoła Pokoju.

Świdniczka: - Kto jest jego autorem?

Sobiesław Nowotny: - Autorem pierwszej części jest Daniel Czepko, którego brat wyruszył na słynną wyprawę, z której relację też kiedyś odkryłem, a z której się teraz tak chętnie korzysta.

Świdniczka: - On nie był duchownym?

Sobiesław Nowotny: - Nie. To był historyk, medyk, prawnik, mistyk… Choć żył w baroku, moglibyśmy powiedzieć, że to taki człowiek renesansu.

Świdniczka: - Taki świdnicki Leonardo?

Sobiesław Nowotny: - Tak, właśnie. To autor licznych traktatów filozoficznych i religijnych. I człowiek, który stworzył pierwszy porządek Kościoła Pokoju. Podaje on wiele informacji o tym, jak budowano kościół.

Świdniczka: - „Kościół bez gwoździa”.

Sobiesław Nowotny: - To bzdura. Choć to też świetna legenda. Gwoździe były użyte do budowy Kościoła Pokoju. Fajnie jest, jak obiekt ma legendy. Ja nie walczę z legendami, o to jest walka z wiatrakami.

Świdniczka: - Ale nawet dzieci uczy się tego, że zabytek wybudowano „bez użycia ani jednego gwoździa”. Skąd to przekonanie?

Sobiesław Nowotny: - To pojawiło się w opowieściach pewnej pani, która w latach po II wojnie światowej oprowadzała turystów po Kościele Pokoju. Dziś niestety ten pogląd się powiela. Co więcej, powielają go nawet ci, którzy powinni zajmować się dążeniem do prawdy, a nie tworzeniem nowych fikcji, czyli historycy. Ostatnio na łamach „Gazety Lubuskiej” pewien historyk z Zielonej Góry też powielił te „rewelacje”. Takich legend jest więcej. Na przykład, że kościół został wybudowany na odległość strzału armatniego od murów miasta, choć akurat tu jest ziarno prawdy. Wspomniany przed chwilą historyk twierdzi, że główne drzwi kościoła nie mogły wychodzić w stronę miasta. A przecież wychodzą dokładnie w stronę miasta! Zresztą kronika, którą czytam, dokładnie wyjaśnia, skąd taki, a nie inny układ drzwi.

Świdniczka: - Co jeszcze z tymi gwoździami?

Sobiesław Nowotny: - Kilkaset tysięcy gwoździ zostało wbitych chociażby podczas krycia kościoła dachem. Każda z klepek musiała zostać przybita do dachłaty. A ponieważ ich jest kilkaset tysięcy, tych gwoździ też było kilkaset tysięcy.

Świdniczka: - Bez czego więc jest nasz Kościół Pokoju, skoro nie bez gwoździ?

Sobiesław Nowotny: - Jest w gruncie rzeczy kościołem wybudowanym bez użycia kamienia, z wyjątkiem kamiennej posadzki. Cesarz chciał, aby kościół był wybudowany na krótki okres. To, że przetrwał on już trzysta pięćdziesiąt lat, jest niesamowite.

Świdniczka: Dziękuję za rozmowę.

Jakie rewelacje zawiera nieznana dotąd kronika Kościoła Pokoju? Kiedy rozpoczęto budowę świątyni i… kiedy mogła się ona zawalić? O tym czytaj: tutaj

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group